barcelona

Krasicki, Monachomachia, pieśń 4

Powszechne zatem nastało milczenie.
Przerwał go ojciec Łukasz od Trzech Krolów,
A nie rozwodząc się w słowach uczenie
Ani cytując Szkotów i Bartolów,
Zaraz od rzeczy zaczął swe mówienie,
Nie czerpał z źródeł Hydaspów, Paktolów,
Lecz wziąwszy stronę przeciwną na oko
Nabił argument i strzelił z Baroko. Gdyby nie puklerz Distinguo dwójręczny, Ległby Defendens na pierwszym spotkaniu. Nim się zastawił, a w ujęciu zręczny, Nie bawiąc długo w reasumowaniu, Strzelił na odwrót, pocisk niezbyt wdzięczny Raził; oppugnans w drugim nabijaniu Odstrzelił zasię z Celarent jak z kuszy, Ale grot słaby poszedł mimo uszy. Ocalon dwakroć rycerz zaczepiony Już się na trzeci bój wstępny zdobywał, Już jak z cięciwy dzielnie natężonej Świeży grot tylko co nie wylatywał- Wtem krzyk ogromny wszczął się z drugiej strony. Powszechnej bitwy gdy się nie
niemiecki online spodziewał, Wspojźrzał na swoich: wtem trąby i kotły Stłumiły odgłos i wrzawę przygniotły. Zdrętwieli wszyscy na takowe hasło, Już i mecenas z krzesła się był ruszył. Wtem natężywszy figurę opasłą, Gdy o dyspucie nikt dobrze nie tuszył, Dwóch jubilatów tak okrutnie wrzasło, Że się dźwięk trąbów i kotłów zagłuszył. Wezdrgnął się doktor i zatrząsł gmach cały; Echa okropny odgłos powtarzały. Upuścił kielich, który w ręku trzymał Pijąc za zdrowie wicesgerentowej Piękny Hijacynt, co się właśnie zżymał I już zdobywał na komplement nowy. Skoczył brat Czesław, lecz go nie utrzymał; Oblało wino żużmant parterowy, Żużmant - ozdoba dubieńskich kontraktów, Zysk nieśmiertelny z fałszowanych aktów. Wtenczas gdy złością uwiedzione mnichy Jęli się nagle do uczonej broni, Hijacynt, miły, łagodny i cichy, Porzuca bitwę i od wojny stroni. Słodkie rozmowy przerywały śmiechy; Zegar zbyt prędko bieży, prędko dzwoni: Płyną szczęśliwe w zaciszy momenta, Wesół Hijacynt, dewotka kontenta. Postać jej wdzięczna, oczy, choć spuszczone, Przecież niekiedy błyszczą się jaskrawie; Choć w świętej mowie, akcenta pieszczone; Krył się subtelny kunszt w skromnej postawie. Westchnienia, wolnym jękiem przewleczone, Umiała mieścić w niewinnej zabawie, Muszki z różańcem, wachlarz przy gromnicy, Przy Hipolicie - Głos synogarlicy.

Już przeszedł rozdział upiorów i strachów,
Dezyderosa i matki d'Agreda;
Już się wytoczył dyskurs z miejskich gmachów
I okolicom już pokoju nie da;
Żarliwość, pełna skutecznych zamachów,
Wojnę występkom ludzkim wypowiada,
A gromiąc w innych grzechy nieostrożnie,
Z cicha kaleczy, zabija pobożnie.

W tym świętym dziele wrzask je nagły zastał,
Wrzask popędliwy, okropny i srogi:
Po wdzięcznej chwili czas ponury nastał;
Piękny Hijacynt, pełen trosk i trwogi,
Słysząc, że odgłos coraz bardziej wzrastał,
Porzuca wszystko, bierze się do drogi. Darmo dewotka i płacze, i prosi, Darmo brat Czesław butelkę przynosi. Trzykroć się ku drzwiom alkierza potoczył, Trzykroć go miła ręka zatrzymała; Wyrwał się wreszcie i przez próg przeskoczył, Padła dewotka i z żalu omdlała. (Brat Czesław flaszkę do kaptura wtroczył) I gdy się wzrusza okolica cała, Przez mostki, kładki, bruki i rynsztoki Pędził, gdzie górne niosły go wyroki.
Krasicki, Monachomachia, pieśń 4 niemiecki online fragment 40

2008-11-16 10:00:54