barcelona

W pustyni i w puszczy, rozdział 2

8 Tymczasem w domu czekała ich podczas obiadu dobra nowina.
Panowie Tarkowski i Rawlison byli zaproszeni przed kilku
tygodniami, jako biegli inżynierowie, do obejrzenia i oceny robót
prowadzonych przy całej sieci kanałów w prowincji El-Fajum, w
okolicach miasta Medinet, blisko jeziora Karoun oraz wzdłuż rzeki
Jussef i Nilu. Mieli tam zabawić koło miesiąca i uzyskali na to urlopy od własnej kompanii. Ponieważ zbliżały się święta Bożego Narodzenia, więc obaj nie chcąc rozstawać się z dziećmi postanowili, że Staś i Nel pojadą także do Medinet. Po usłyszeniu tej nowiny dzieci omal nie wyskoczyły ze skóry z radości. Dotychczas znały miasta leżące wzdłuż kanału, a mianowicie Izmailę i Suez, poza kanałem zaś – Aleksandrię i Kair, pod którym oglądały wielkie piramidy i Sfinksa. Ale były to krótkie wycieczki, gdy wyprawa do Medinet-el-Fajum wymagała całego dnia jazdy koleją wzdłuż Nilu na południe, a potem od El-Wasta na zachód, ku Pustyni Libijskiej.
Staś znał Medinet z opowiadań młodszych inżynierów i podróżników, którzy jeździli tam na polowanie na wszelkiego rodzaju ptactwo wodne oraz na wilki z pustyni i hieny. Wiedział, że jest to osobna wielka oaza leżąca po lewym brzegu Nilu, ale niezależna od jego wylewów i mająca swój własny system wodny, utworzony przez jezioro Karoun, przez Bahr-Jussef i przez całą więź drobnych kanałów. Ci, którzy oazę tę widzieli, mówili, że jakkolwiek kraina ta należy do Egiptu, jednakże, oddzielona od niego pustynią, tworzy odrębną całość. Tylko rzeka Jussef wiąże, rzekłbyś, niebieskim cienkim sznurkiem tę okolicę z doliną Nilu. Wielka obfitość wód, żyzność gleby i wspaniała roślinność tworzą z niej jakby raj ziemski, a rozległe ruiny miasta Krokodilopolis ściągają tam setki ciekawych podróżników. Stasiowi jednak uśmiechały się głównie brzegi jeziora 9 Karoun z rojami ptactwa i wyprawy na wilki do pustynnych wzgórz Guebel-el-Sedment.
Ale wakacje jego zaczynały się dopiero za kilku dni, ponieważ
zaś rewizja robót przy kanałach była sprawą pilną i starsi panowie nie
mogli tracić czasu, ułożyli się przeto, że wyjadą niezwłocznie, dzieci
wraz z panią Olivier w tydzień później. I Nel, i Staś mieli ochotę jechać zaraz, ale Staś nie śmiał o to prosić. Poczęli natomiast
wypytywać o rozmaite sprawy tyczące podróży i z nowymi
wybuchami radości przyjęli wiadomość, że nie będą mieszkali w
niewygodnych, utrzymywanych przez Greków hotelach, ale w
namiotach dostarczonych przez Towarzystwo Podróżnicze Cooka. Tak zwykle urządzają się podróżnicy, którzy z Kairu wyjeżdżają na dłuższy nawet pobyt do Medinet. Cook dostarcza namiotów, służby, kucharzy, zapasów żywności, koni, osłów, wielbłądów i przewodników, tak że podróżnik nie potrzebuje o niczym myśleć.
Jest to wprawdzie dość kosztowny sposób podróżowania, ale
panowie Tarkowski i Rawlison nie mieli potrzeby się z tym liczyć,
wszelkie bowiem wydatki ponosił rząd egipski, który ich zaprosił,
jako biegłych, do oceny i rewizji prac przy kanałach. Nel, która nad
wszystko w świecie lubiła jeździć na wielbłądzie, otrzymała obietnicę
od ojca, że dostanie osobnego, garbatego wierzchowca, na którym
wraz z panią Olivier albo z Dinah, a czasem i ze Stasiem, będzie
brała udział we wspólnych wycieczkach w bliższe okolice pustyni i
do Karoun.
W pustyni i w puszczy, rozdział 2 fragment 20

2008-10-13 20:04:51