W pustyni i w puszczy, rozdział 35, str. 5
W pustyni i w puszczy, rozdział 35, str. 5 |
238
W sieci znajdowały się także często żółwie, z których mali
wygnańcy warzyli sobie wyborny rosół. Kali oprawiał ryby i mięso
ich suszył na słońcu, a pęcherze odnosił do Nel, która rozcinała je,
rozciągała na desce i zmieniała je jakby w ćwiartki papieru, tak duże
jak dwie dłonie.
Pomagał jej w tym Staś i Mea, gdyż robota wcale nie była łatwa.
Błonki były znacznie grubsze niż w pęcherzach naszych ryb
rzecznych, ale po wysuszeniu stawały się niezmiernie kruche. Staś
dopiero po niejakim czasie odkrył, że reklama sms należy je suszyć w cieniu. Chwilami jednak tracił cierpliwość i jeśli nie zarzucił zamiaru robienia latawców z błon, to tylko dlatego, że uważał je za lżejsze od papierowych i bardziej oporne na deszcz. Zbliżała się już wprawdzie sucha pora roku, ale on nie był pewien, czy i podczas lata nie przechodzą czasem deszcze, zwłaszcza w górach. Kleił jednak latawce i z papieru, którego sporo znalazło się między rzeczami Lindego. Pierwszy, duży i lekki, puszczony z wiatrem zachodnim, wzbił się od razu bardzo wysoko, a gdy Staś przeciął sznurek, poleciał, porwany silnym prądem powietrznym, ku łańcuchowi gór Karamojo. Staś śledził jego lot za pomocą lunety, póki nie stał się tak mały jak motyl, jak muszka i póki nie roztopił się wreszcie w bladym błękicie nieba. Następnego dnia puścił inny, uczyniony już z rybich pęcherzy, który wzbił się jeszcze szybciej, ale zapewne z powodu przeźroczystości błon wkrótce zniknął zupełnie z oczu. |
| 2008-10-24 10:18:52 |